Wywiad z Miłoszem Wewiorem

Wywiad z..

Miłoszem Wewiorem – uczniem klasy IV b

Dlaczego wybrałeś TL Milicz?

W sumie sam nie wiem, jak to się stało. Pamiętam, że będąc w 1 klasie Gimnazjum razem z rodzicami mieliśmy jechać na wycieczkę. To, że mieszkamy 30 km od Milicza sprawiło, że pojechaliśmy właśnie tam. Wybraliśmy się nad stawy, posiedzieliśmy na rynku i w końcu trafiliśmy do parku i do Technikum. To były wakacje, więc nie liczyłem na to, że spotkam tam kogoś, ale zaciekawił mnie sam budynek. Zastanawiałem się, jak to jest chodzić tutaj do szkoły, jak wygląda życie ucznia i chyba od tamtej pory cały czas myślałem o tym, że właśnie tu będę chodził do szkoły.

Co planujesz robić po skończeniu szkoły?

Na pewno pójdę na studia dzienne do Poznania, na Uniwersytet Przyrodniczy, Wydział Leśny. Skończę inżynierię, pójdę na staż i zobaczymy, co będzie dalej. Na pewno będzie czas na tytuł magistra. Teraz może się to wydawać śmieszne, ale zawsze gdzieś z tyłu głowy miałem także zawód nauczyciela… więc, jeżeli będą to czytać nauczyciele, to proszę się przygotować na to, że może tu wrócę:)

Czy masz jakieś specjalne zdolności? Jeśli tak, to jakie?

Często słyszę, że jestem charyzmatyczny i wygadany, ale to chyba nie jest jakaś specjalna zdolność:)

W ubiegłym roku szkolnym piastowałeś stanowisko starszego szkoły. Jak wygląda praca na tym stanowisku, jaki był zakres twoich obowiązków?

Praca starszego szkoły nie jest taka trudna, jak się wydaje. Jestem osobą, która nie ma w zwyczaju denerwowania się tym, że coś się nie powiodło, więc wychodziłem z założenia, że jeżeli mam coś zrobić, to zrobię, jeżeli się nie powiedzie, to trudno. Takie rzeczy się zdarzają. Trzeba umieć rozmawiać z ludźmi, bo bez tego nie da się pracować na tym stanowisku. Słuchanie pochwał jest bardzo miłe, ale bardzo ważne jest też słuchanie uwag. Tylko dzięki nim można dowiedzieć się, co należy poprawić. Do moich obowiązków należało organizowanie wszelakich imprez szkolnych, apeli, ale także rozmowy z dyrekcją, dotyczące różnych spraw usłyszanych od uczniów. My, jako Samorząd, reprezentowaliśmy ich, więc naszym obowiązkiem było to, aby mówić o tym, czego chcą uczniowie.

Za czym/ za kim najbardziej będziesz tęsknić?

Ojojoj, najbardziej… hm.. za ludźmi.. za osobami, z którymi przeżyłem 4 lata, czyli za moją klasą oraz za młodszymi kolegami i koleżankami. Poznałem tutaj wiele wspaniałych osób… osób, którym wiele zawdzięczam i dzięki którym jestem teraz taki, jaki jestem. Na pewno chcę utrzymać z nimi kontakt, bo takie znajomości rzadko się zdarzają. Chciałbym z góry im podziękować za to wszystko, co dla mnie zrobiły. Bez nich moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Już niedługo matura, czy czujesz się przygotowany?

Jakieś 2 miesiące przed maturą złapałem małą depresję przez to, że uważałem, że nic nie potrafię, że już za późno, ale przestałem się „mazać” i wziąłem się do pracy. Teraz czuję, że jestem gotowy na to, żeby przystąpić do matury i otrzymać dobry wynik.

Jaka jest twoja ulubiona książka i dlaczego?

„Samolubny gen” Richarda Dawkinsa. Opisuje ona koncepcję „samolubnego genu”, mówiącą o tym, że podstawową jednostką doboru naturalnego jest gen, a nie osobnik danego gatunku. Książka ta pokazuję, jak mali i nieznaczący jesteśmy nawet na własnej planecie, nie mówiąc już o kosmosie. Dzięki niej mam inne spojrzenie na świat, który mnie otacza i potrafię spojrzeć na każde stworzenie jak na równego sobie.

Gdyby został Ci jeden dzień, co byś z nim zrobił?

Sam nie wiem. Chyba nie zrobił bym nic szalonego. Wolałbym spokojnie usiąść w jakimś przyjemnym miejscu, zaciszu domu, wypić herbatę i spędzić ten czas z rodziną, przyjaciółmi i przemyśleć wszystko na spokojnie.

Kto jest twoim autorytetem?

Stephen Hawking, ponieważ mimo swojej choroby, przez którą był sparaliżowany przez całe życie, nie poddawał się w swoich celach i nadal odkrywał i tworzył. To pokazuje, że chociaż mamy „pod górkę”, to nadal musimy dążyć do swoich celów i się nie poddawać.

Jaki jesteś na co dzień?

Trudno mi to stwierdzić, ponieważ nie widzę siebie z boku. Zwykle jestem uśmiechnięty, dla każdego próbuję być miły i wyrozumiały. Raczej jestem skromny, nie lubię pochwał i bycia na świeczniku.

Czego nauczyło Cię życie w internacie?

Tego, aby zawsze próbować się dogadać i nie myśleć tylko i wyłącznie o końcówce własnego nosa. Przecież z kimś mieszkam, więc musi być dobrze mi i komuś. A z bardziej praktycznych rzeczy to np. wiązanie krawata, czy prasowanie koszuli. Teraz bardziej żartem, to tego, jak ugotować parówki w czajniku, czy jak usmażyć kiełbasę w tosterze:) Internat to szkoła życia, więc… takich rzeczy też nauczy:)

Czy jest coś, co wzrusza Cię do łez?

Chyba nie ma takich rzeczy, chociaż zdarzało mi się płakać na filmach, czy przy czytaniu książek.

Masz jakieś słowo które Cię irytuje?

Raczej nie mam takiego słowa, chociaż irytuję mnie to, jak często zangielszczamy język polski. Sam się na tym łapię i próbuję używać polskich form, np. zamiast menu, mówić jadłospis:)

Które wydarzenie z życia w tej szkole najdłużej zostanie Ci w pamięci?

Pierwszy dzień w szkole. Wtedy jeszcze nieopierzeni, nic nie wiedzieliśmy o tej szkole, czekaliśmy, co może nas tu spotkać. Teraz, gdy już jestem „na wylocie”, przypominając sobie ten dzień, dosłownie łezka mi się kręci w oku, bo widzę i wiem, że te 4 lata były najlepszymi w moim życiu, że już nigdy się takie nie zdarzą…

Rozmawiała Wiktoria Gordziejewska

Nadzorowała Agnieszka Herbuś